Zbrodnia „Muzykanta” i tajemnice pierwszego kata II RP

Arkadiusz Bednarczyk
Pogrzeb w Bukowsku wzbudził wiele emocji.
Pogrzeb w Bukowsku wzbudził wiele emocji. Fot. Domena publiczna.
Udostępnij:
17 stycznia 1929 roku w Bukowsku niedaleko Sanoka doszło do makabrycznej zbrodni: zamordowany został prezes miejscowego kółka rolniczego oraz jego córka i żona. Karę śmierci za dokonane morderstwa wykonać miał pierwszy cywilny kat II Rzeczypospolitej Stefan Maciejowski.

Bukowsko mała miejscowość w okolicach Sanoka. Życie toczyło się tutaj leniwie. Wszyscy się znali, dni płynęły powoli. W styczniu miejscowością wstrząsnęła makabryczna wiadomość. Na znanym w Bukowsku Franciszku Laudzie i jego rodzinie dokonano makabrycznego mordu. 17 stycznia w mroźny poranek w jednym z domów Bukowska znaleziono Franciszka jego córeczkę Helenę (dziewczynka leżała zamordowana na kanapie) oraz kilkadziesiąt metrów od domu żonę Laudy – Salomeę. Nieznany na razie morderca próbował podpalić dom dla zatarcia śladów. Użył do tego lampy naftowej którą rzucił na kanapę skutkiem czego zwłoki córki Laudy – Heleny były do połowy spalone. Przy życiu zachowało się dwoje innych dzieci czteroletnie i czteromiesięczne.

Na miejsce przybyła policja. I od razu wpadła na trop bandyty dzięki niesamowitemu dowodowi. Morderca zgubił zaadresowany do siebie list. Okazał się nim być niejaki Jan Kłodek pochodzący ze Śląska leśniczy.

U Dzieduszyckich

Pracował on w pobliskim dworze w Jasionowie. Dwór należał do hrabiów Dzieduszyckich. Jego włascicielem był August Dzieduszycki cesarsko-królewski szambelan zamężny z Amelią Ostaszewską ze Wzdowa. Ojciec hrabiny Teofil Ostaszewski był znanym filantropem i dobrodziejem na ziemi sanockiej, znany min. ze szlachetnej postawy wobec swoich poddanych; „kiedy chłopi ze Wzdowa i nosili czapkę pod pachą, chodząc zgięci tytułowali go Jaśnie Panem, to Teofil karcił ich za taką poddańczą ą postawę, mówiąc: Czego mospanie jęczycie i brzęczycie? Wyprostujcie się mospanie, włóżcie czapkę mospanie na głowę i mówcie mospanie czego wam trzeba, czego chcecie. Nie nazywajcie mnie mospanie jaśniepanem, bo ja z takiego samego błota jak wy. To jaśnie już niedługo piorun trzaśnie, a panie mospanie zostanie”. Córka Dzieduszyckich Cecylia poślubiła Oktawiana Doschota.

I wówczas do pracy przyjęto Kłodka. Wcześniej służył on w armii niemieckiej i walczył na froncie francuskim. Później brał udział w powstaniu na Śląsku a później służył w wojsku polskim w Poznaniu. Po zwolnieniu z posady we dworze jego warunki znacznie pogorszyły się i utrzymywał się z udzielania lekcji muzyki wiejskim grajkom.

Proces rozpoczął się przed sądem w Sanoku w lutym 1927 roku. Kłodek od razu przyznał się do okropnej zbrodni. Zeznał, że fatalnej nocy przyszedł do Laudów pożyczyć 25 złotych ponieważ był w trudnej sytuacji materialnej. Laudowie znali już chłopaka, który często pożyczał ale jeszcze rzadziej oddawał gotówkę. Kiedy Laudowa podniesionym głosem wypraszała niepożądanego gościa z domu ze złości chwyciła siekierę aby skutecznie przepędzić natręta. Ten wyrwał ją od niej i potem już sam nie wiedział jak wypadki potoczyły się...

Kat przechadza się po sanockich ulicach

W obronie bandyty wystąpiła piętnastoletnia panna Sarnecka – dziewczyna Kłodka. Uczennica słynnej szkoły pani Strzałkowskiej we Lwowie swoją urodą wywarła wrażenie na sądzie broniąc chłopaka i tłumacząc go że bardzo wiele zeznał w życiu nędzy i złego w wojsku.

W trakcie toczącej się przed sanockim sądem sprawy do Sanoka przybył Stefan Maciejowskki (właściwe nazwisko Alfred Kalt) pierwszy cywilny kat II Rzeczypospolitej. Ostentacyjnie przechadzał się po ulicach miasta „nie zachowując się incognito” - jak donosiła ówczesna prasa. Ludzie unikali jego spojrzenia; na jego twarzy błąkał się zawadiacki uśmieszek... W miejscowym więzieniu zabrał się za ustawianie szubienicy która miała być wykorzystana dla oskarżonego... A na czas procesu zamieszkał w miejscowym budynku więzienia...

Maciejowski znany był już z tego, że rok wcześniej wykonywał karę śmierci na Marcinie Panku członku „słynnego” na Podkarpaciu duetu Panicza i Panka”; egzekucja odbywała się zamku w Rzeszowie. W ciągu pięciu lat swojej pracy Maciejowski powiesił około stu nieszczęśników. Jednak w 1932 roku podpadł władzom więziennym II Rzeczypospolitej z błahego powodu – notorycznie odreagowywał egzekucje swoich klientów zaglądając do kieliszka. „Gwoździem do trumny” jego oprawczej kariery była awantura z policjantem podczas której nietrzeźwy mocno Maciejowski powoływał się na znajomości na wysokich szczeblach władzy...

Po zwolnieniu z funkcji kata, Stefan Maciejowski nie mógł znaleźć żadnego zatrudnienia. W efekcie popadł w nędzę, w dodatku wyrzucono go z mieszkania za zaleganie z komornym, zabrakło środków do życia, tym bardziej, że pensja jaką otrzymywał pozwalała na godne życie. Przybity okrutnym losem, on kat, który pozbawiał innych życia sam próbował przenieść się na tamten świat. Podczas jednego z depresyjnych momentów uszykował dla siebie sznur, widocznie jednak ze źle przygotowanym węzłem; nie zdołał udusić się w dodatku w porę został odcięty od sznura przez przypadkowych świadków zdarzenia.

Znajomym od kieliszka mówił: „ widać wyszedłem z wprawy, źle się powiesiłem ale następnym razem na pewno mi się to uda”. Po tym epizodzie (po roku 1936) jego losy są nieznane być może rzeczywiście udało mu się rozstać z życiem.. Co ciekawe pamięć o polskim kacie przetrwała w znanej piosence skomponowanej dla jednego z przedwojennych warszawskich teatrów rewiowych „Bal na Gnojnej” (Bar u starego Joska) - w słowach piosenki czytamy bowiem: "A kat Maciejowski tam, pod szubienicą, na Antosia czeka już"...

Zaskakująca decyzja prezydenta

Proces w sprawie Laudów trwał a jednym ze świadków był czteroletni synek zamordowanych Tadzio Lauda. Chłopiec zeznał, jak widział że Kłodek bił siekierą po głowie ojca matkę i siostrę. Oskarżonego określił mianem „muzykanta” i wskazał go małym paluszkiem. Następnie opinię wydali biegli lekarze, którzy stwierdzili, że Kłodek jest zdrów na umyśle. 5 lutego 1927 roku sąd uznał Kłodka winnym zbrodni wielokrotnego morderstwa. Jednak obrońca dr Bławacki wniósł o ułaskawienie swojego klienta. Zatelefonowano wówczas do kancelarii prezydenta Ignacego Mościckiego. Po pół godzinie nadeszła oczekiwana przez skazańca wiadomość: prezydent ułaskawił Kłodka od kary śmierci. Karę zamieniono mu na długoletnie więzienie...

Jackiewicz stawia warunki MMA VIP - zajawka

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie