Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Zielony (nie)ład wokół polskich lasów. Niepokoje naukowców i leśników

Bogdan Hućko
Bogdan Hućko
Bieszczady. Widok z Szerokiego Wierchu
Bieszczady. Widok z Szerokiego Wierchu Bogdan Hućko
Efekt cieplarniany ma zahamować m.in. zielony ład narzucony przez Unię Europejską. Silne lobby organizacji ekologicznych wymusiło w Polsce na minister klimatu i środowiska wyłączenie z użytkowania 20 procent lasów.

Spis treści

Naukowcy twierdzą, że zakaz wycinki lasów wcale nie jest panaceum na wszelkie zło, a już na pewno nie poprawi klimatu niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wręcz przeciwnie – stare, zamierające i rozpadające się drzewa emitują więcej dwutlenku węgla. Uczonych nikt jednak nie chce słuchać. W ten sposób błędne koło się zamyka. W tym łańcuchu wzajemnych zależności, na samym końcu jest pozostawiony człowiek, który w wyniku pomysłów unijnych szaleńców i aktywistów ekologicznych – jeżeli nic się nie zmieni, a nic na to nie wskazuje - pozostanie bez środków do życia.

Nie wolno ciąć

Lasy w całej Europie, w tym także w Polsce, są w złej kondycji. Wszystko wskazuje na to, że ze względu na zachodzące zmiany klimatu, w lasach będzie jeszcze gorzej.

W Polsce ministerstwo wyłączyło całkowicie z użytkowania lub ograniczyło cięcia na 98 tysiącach hektarów lasów. W przypadku Podkarpacia to 18 tysięcy hektarów: 14 tysięcy jest całkowicie wyłączonych z wszelkich prac, a 4 tysiące z ograniczeniami.

Wytyczne ministerstwa bardzo niepokoją p.o. dyrektora RDLP w Krośnie Janusza Starzaka.

- Te ograniczenia i zakazy wykonywania prac są różne dla różnych powierzchni. Dotyczy to w tej chwili 8 nadleśnictw, ale musimy sobie zdać sprawę z tego, że dotyczy to nas wszystkich, bo to będzie miało niebagatelny wpływ na naszą pracę. To jest 86 tysięcy metrów sześciennych drewna mniej do podaży. To się będzie wiązało z mniejszymi przychodami, to będzie się wiązało z ograniczeniem kosztów. Na pewno z pewnych inwestycji zrezygnujemy. Ograniczenia zostały wprowadzone z dnia na dzień, więc musimy podjąć takie działania, żebyśmy mogli dalej funkcjonować

– mówił Janusz Starzak podczas konferencji poświęconej zmianom klimatu i jego wpływu na gospodarkę leśną.

Najtrudniejsza sytuacja jest w Nadleśnictwie Bircza, gdzie z 12 tysięcy hektarów, 8 jest całkowicie wyłączonych z prac, a 4 tysiące hektarów objęte ograniczeniami.

- Ode mnie się w tej chwili oczekuje, że rozwiąże problem. Tak naprawdę, oprócz skutków dla naszej gospodarki, bardzo mocno odczuły to zakłady usług leśnych. Ludzie z dnia na dzień zostali pozbawieni pracy. Tak naprawdę nikt nie wie, jakie te prace mają być, nie mamy żadnych konkretnych informacji z ministerstwa. Pojawiły się nowe warianty, nowe opracowania, które tak naprawdę zostały nam przekazane pocztą pantoflową, nie mamy żadnego dokumentu. Nie mamy żadnych konkretnych potwierdzonych na piśmie informacji, więc nie wiemy jak to będzie wyglądało. Wiemy tylko, że są ograniczenia, że nie możemy w strefie czerwonej nic robić

– powiedział Janusz Starzak.

Ograniczenia wprowadzone przez ministerstwo obejmują 41 procent powierzchni całego Nadleśnictwa Bircza, gdzie występują wszystkie formy ochrony przyrody Natura 2000, które na siebie się nakładają, przenikają i obejmują praktycznie cały obszar nadleśnictwa: parki krajobrazowe, strefy chronionego krajobrazu, rezerwaty, strefy ochrony zwierząt i grzybów czy użytki ekologiczne.

Pełniący obowiązki dyrektora krośnieńskiej RDLP mówił, że jest to gospodarka przemyślana.

- Na pewno nie jest taka, jaką próbują nam przekazać z ministerstwa, że gospodarka jest nieracjonalna, a więc patologiczna. Ja się z tym niestety zgodzić nie mogę

– podkreślił.

Janusz Starzak przypomniał, że relikty puszczy karpackiej, to efekt pracy leśników birczańskich i tamtejszej społeczności w minionych 80 latach. Wcześniej, przed akcją „Wisła” lesistość tamtych terenów wynosiła 35 procent i dopiero dzięki działalności leśników została zwiększona do 70 procent.

– To oni stworzyli takie wyjątkowe lasy, które w tej chwili ekolodzy chcą chronić przed leśnikami. To jest paradoks

– zaznaczył dyrektor, mówiąc o reliktowej puszczy karpackiej.

- To jest swoisty ewenement, bo leśnikom udało się stworzyć przez 80 lat puszczę karpacką, której tam nie było w historii nowożytnej

– dodał dyrektor.

Decyzje nie „ad hoc”

Zbigniew Filipek, główny specjalista służby leśnej Wydziału Ochrony Lasów Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych mówi, że gospodarka leśna powinna zostać przewartościowana, ale decyzje nie powinny być podejmowane ad hoc.

- Zmiany klimatyczne dokładają leśnikom dodatkowej pracy i musimy się zmierzyć z rzeczami, z którymi do tej pory nie mieliśmy doświadczenia. Mówiło się o wyłączeniu około 20 procent powierzchni leśnych z typowej gospodarki związanej z pozyskaniem drewna. Przygotowywaliśmy się do tego, ale nie myśleliśmy, że będzie to w tak szybkim tempie

- powiedział Zbigniew Filipek, zaznaczając, że „wymaga to spokojnego podejścia do tematu, a nie drastycznych decyzji.”

- Teraz dyrektor generalny i dyrektorzy regionalni muszą się z decyzją ministerstwa zmierzyć

– dodał.

Polska ma wiele cennych drzewostanów. -

Dzięki nam ekolodzy mają co wyłączyć z produkcji przez właśnie dobrze prowadzone prace, zabiegi gospodarcze, ochronę, hodowlę lasów, które leśnicy przez 100 lat prowadzili

– podkreśla Zbigniew Filipek.

- Organizacje ekologiczne oczekują wyłączenia 20 procent, przekazaniu społeczeństwu. Ale kto to jest społeczeństwo? Odpowiadamy za 7 milionów hektarów lasów. A przekazanie społeczeństwu, czyli komu

– pyta Zbigniew Filipek.

– Co będzie, gdy w lesie pojawi się pożar, owady, drzewa niebezpieczne, które mogą komuś na głowę polecieć, więc kto będzie brał odpowiedzialność za jakieś szkody, krzywdy ludzkie czy nieszczęścia, jeżeli komuś coś się stanie. Teraz odpowiada nadleśniczy, a od momentu przekazania społeczeństwu, o czym mówią mocno organizacje ekologiczne, to nie jest takie łatwe ad hoc do wykonania i spełnienia szybkich oczekiwań społecznych

– dodaje leśnik z GDLP w Warszawie.

200 tysięcy ludzi straci pracę

Koszty zielonego ładu będą ogromne i dotkną boleśnie wielu ludzi. Problem dostrzega prof. dr hab. Tomasz Zawiła – Niedźwiecki, przewodniczący nauk leśnych Polskiej Akademii Nauk i wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Leśnego.

- Szacunki pokazują, że średnio w Europie zmniejszy się podaż drewna o 30 procent. W Polsce będzie to 33 procent, a niektóre ekspertyzy mówią o 40 procentach, czyli to będzie około 16 milionów metrów sześciennych mniej drewna, w najlepszym razie 12 milionów metrów sześciennych Ceny drewna wzrosną. Obecnie są wysokie, nie dlatego, że ktoś winduje ceny, tylko dlatego, że drewna nie ma. Mamy ponad 20-procentowy deficyt drewna w Polsce. Będzie jeszcze większy. Zakłady przemysłowe, małe, średnie, rodzinne firmy, których jest większość w Polsce, będą upadały. Już w tej chwili ten proces jest zauważalny. Są kupowane przez potentatów. Zmniejszenie zatrudnienia jest szacowane nawet na 200 tysięcy ludzi w całym łańcuchu leśno – drzewnym, łącznie z segmentem maszynowym i obsługi zakładów przemysłu drzewnego. Szacujemy, że w zakładach usług leśnych zatrudnienie zmniejszy się o około 12 tysięcy osób

– mówi prof. dr hab. Tomasz Zawiła – Niedźwiecki.

Naukowiec uważa, że niektóre regulacje formalne wprowadzane przez Unię Europejską są kompletnie błędne z punktu widzenia gospodarki leśnej i ochrony przyrody.

- Ustawa o ochronie przyrody mówi, że gospodarka leśna jest jedną z form ochrony przyrody. Trzeba gospodarować w lesie, żeby zachować różnorodność biologiczną, a stare lasy się rozpadają i emitują dwutlenek węgla

– podkreśla.

Zdaniem profesora, powinniśmy w bardzo rozważny sposób prowadzić gospodarkę leśną jako formę ochrony przyrody, jako formę gospodarowania zasobem przyrodniczym, bo gospodarka leśna prowadzona jest na zasadach naukowych.

Ochrona ścisła. Wątpliwe panaceum

Z badań na przestrzeni ostatnich stu lat wynika, że ochrona ścisła nie zawsze okazuje się panaceum na wszystkie bolączki. Prof. Tomasz Zawiła – Niedźwiecki zastrzega się, że nie chce krytykować ochrony ścisłej, bo ma ona swoje zalety i znaczenie, ale …

- Wieloletnie obserwacje prof. Brzezińskiego i jego zespołu z Puszczy Białowieskiej pokazują wyraźnie, że w przeciągu 100 lat zanikły drzewa fundamentalne i bioróżnorodność obszarów obserwowanych zmniejszyła się o połowę, a ilość zakumulowanego węgla w tym czasie również zmniejszyła się o połowę

– zaznacza profesor.

Jego zdaniem, został stworzony paradygmat ochrony ścisłej jako panaceum na wszystkie bolączki.

- Chcemy tworzyć nowe parki narodowe. W Europie i na świecie nie tworzy się nowych parków narodowych, są to jednostkowe przypadki. Parki narodowe, bardzo szlachetna XIX-wieczna idea, już się przeżyły. Jest to bardzo drogi sposób ochrony przyrody. Są już lepsze metody ochrony przyrody, efektywniejsze, dają lepszy rezultaty. Nie apeluje, broń Boże, o likwidację parków narodowych, natomiast tworzenie nieskończonej liczby parków narodowych, bo tak ktoś chce, bez podstaw naukowych, jest błędne, kosztowne. Kto ma to finansować? Koszty Lasów Państwowych związane z ochroną przyrody to jest 1,5 miliarda złotych, czyli 10-krotnie więcej niż ustawa budżetowa przewiduje na wszystkie parki narodowe w Polsce

– podkreśla przedstawiciel PAN.

- Dużym problemem jest to, że znaczna część społeczeństwa oczekuje, że po wyłączeniu z gospodarowania lasy będą wyglądały tak, jak wyglądają obecnie. A obecny wygląd to jest w dużej części efekt pewnego sposobu gospodarowania. Odejście od tego sprawi, że lasy będą mniej zasobne, będzie w nich dużo martwych drzew, będą się pojawiały wielkoskalowe rozpady. Może komuś się to podoba, że na dużej powierzchni jest dużo zamarłych drzew, że przez las nie da się przejść, bo jest gąszcz zamarłych drzew

– mówi prof. dr hab. Jarosław Socha, kierownik Katedry Zarządzania Zasobami Leśnymi Wydziału Leśnego Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.

Zakaz wycinki a klimat

Zakaz wycinki lasów służy poprawie klimatu czy nie?

- To problem z połączeniem bioróżnorodności i większego wiązania CO2. O ile wyłączanie lasów może często przyczyniać się do wzrostu bioróżnorodności, o tyle o wiele rzadziej powoduje, że drzewostan będzie wiązał więcej dwutlenku węgla. W szczególności, gdy będziemy wyłączali te najstarsze drzewostany, trudno się spodziewać, żeby tam nadal utrzymywał się duży przyrost. W pewnym wieku drzewostanu następuje przewaga zamierania drzew nad przyrostem. W związku z tym takie drzewostany nie mają zdolności do większego wiązania dwutlenku węgla. Należy to rozpatrywać w odniesieniu do konkretnych warunków siedliskowych. Mamy w Polsce wiele miejsc, w których jest duży potencjał żeby nawet po wyłączeniu te drzewostany jeszcze utrzymywały swoją stabilność i ewentualnie wiązały dwutlenek węgla i w ten sposób możemy zwiększać bioróżnorodność. Na pewno nie powinniśmy tego robić w miejscach, które są narażone na zamieranie, w szczególności na obszarach, które były wcześniej porolne, mają niedostosowane drzewostany do składu gatunkowego. Wiemy również z badań, że drzewostany na siedliskach najżyźniejszych, o największej produkcyjności są również narażone na zamieranie i pozostawiając je w dłuższej perspektywie trudno się spodziewać wzrostu pozytywnego efektu wiązania CO2. Co innego jeżeli chodzi o bioróżnorodność. Tam można znaleźć uzasadnienie dla tego typu działań

– tłumaczy prof. Jarosław Socha.

Jaki wpływ na lasy mają wyłączenia z gospodarowania, najlepiej obrazuje przykład z USA. W latach 80. minionego wieku, rósł przyrost lasów amerykańskich. Po wyłączeniu z użytkowania zaczęło rosnąć zamieranie.

- Mamy do czynienia z sytuacją, gdy zamieranie jest dwukrotnie wyższe niż przyrost. To oznacza, że lasy stanowe są emitentem dwutlenku węgla

– mówi prof. Jarosław Socha.

Ze względu na suszę, lasy pochłaniają dwutlenek węgla, ale tracą zdolność jego utrzymania. -

Lasy tropikalne, które uważane są za panaceum na ochronę klimatu, zamierają dwa razy szybciej niż jeszcze 30 lat temu

– podkreśla naukowiec i dodaje:

- Światowi przywódcy mylą się, sądząc, że sama ochrona lasu pozwoli osiągnąć niezbędne redukcje CO2. Bez ograniczenia emisji związanych z paliwami kopalnymi, klimatu nie uda się obronić.

Pochłaniają, ale też emitują dwutlenek węgla

- Drzewa zawsze wiążą dwutlenek węgla, natomiast problem emisji z lasów polega na tym, że jeżeli występuje przewaga zamierania nad przyrostem, to drzewa martwe rozkładają się i sprawiają, że bilans jest ujemny, czyli las emituje wówczas dwutlenek węgla

- tłumaczy prof. Jarosław Socha.

Szokiem dla przeciętnego Kowalskiego mogą być wyniki badań w 2023 r.

- Lasy kanadyjskie wyemitowały więcej dwutlenku węgla niż cały przemysł kanadyjski

– podkreśla naukowiec z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.

- Zmiany klimatu stają się coraz bardziej widoczne i przewiduje się ich eskalacje. Mogą wpłynąć na zdolność magazynowania węgla, potencjalnie przekształcając lasy z pochłaniaczy w emitenty, co może, wręcz pogłębiać efekt cieplarniany – uważa prof. Jarosław Socha. – W wyniku zwiększonego przyrostu, lasy magazynowały więcej dwutlenku węgla. Natomiast ten proces został zahamowany i obecnie się odwraca

– dodaje.

Zarządzanie lasami sztuką kompromisu

Dla aktywistów ekologicznych, często o ortodoksyjnych poglądach, leśnicy to barbarzyńcy, którzy niszczą środowisko naturalne, tną co popadnie, byle zarobić na drewnie. To oczywiście ultra skrajne podejście ekologów, ale nie całkowicie odosobnione. Gdyby jednak nie leśnicy, to nie byłoby pięknych – mimo zagrożeń klimatycznych – lasów w Polsce. Okazuje się, że bardzo źle postrzegani są także uczeni z dziedzin nauk leśnych.

- W zasadzie w wielu gremiach zostali wyeliminowani z dyskusji. To jest duży problem

– nie kryje prof. Jarosław Socha.

Zdaniem naukowca z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, obecnie nie sposób jest nie słuchać społeczeństwa i nie uwzględniać argumentów związanych z ochroną bioróżnorodności, z potrzebą tworzenia pewnej liczby rezerwatów, ale trzeba to robić w sposób bardzo przemyślany i należałoby korzystać z wiedzy naukowej.

- Jeżeli wiemy, że w danym miejscu jest bardzo duże ryzyko, że dany drzewostan nie przetrwa następnej suszy, to wyłączanie tego drzewostanu nie będzie miało efektu dla wzrostu bioróżnorodności ani dla klimatu. Potrzebna jest dyskusja różnych grup interesu. W Polsce brakuje tego typu platformy. Myślę, że jest ona potrzebna

– uważa profesor.

Co zabija lasy?

Naukowcy są zgodni co do jednego – największy wpływ na ekosystemy leśne ma wzrost temperatury powietrza, wydłużenie systemu wegetacyjnego, wzrost stężenia dwutlenku węgla oraz depozycja (przemieszczanie) atmosferyczna azotu.

- Wszystkie te czynniki sprawiają, że drzewa rosną szybciej. Żeby sobie uzmysłowić skalę tego przyśpieszenia powiem, że w średnich warunkach siedliskowych w Polsce drzewostany sosnowe są obecnie o 8 metrów wyższe niż 100 lat temu. Jeżeli drzewa rosną szybciej, to albo szybciej osiągają wymiary, które kwalifikują je do wycięcia, albo szybciej zamierają

– mówi prof. Jarosław Socha.

Od około 30 lat naukowcy obserwują anomalie wilgotności gleb, które mają ogromny wpływ na żywotność drzew. Najbardziej tymi anomaliami dotknięta jest Europa centralna oraz Skandynawia. Polska jest drugim krajem – po Czechach – pod względem anomalii wilgotności gleb. Stany wód w rzekach są coraz niższe, a od 20 lat rośnie średnia temperatura.

W wyniku zmian klimatycznych drzewa rosną szybciej i są wyższe, ale coraz mniej przystosowane do suszy, a tym samym wzrasta śmiertelność. Według badań naukowych, w latach 2018-20 zamarło w Europie centralnej 300 milionów metrów sześciennych drewna.

- Jeżeli drzewa szybciej przyrastają to mają większe średnice naczyń. W związku z tym jest większe prawdopodobieństwo przerwania słupa wody w czasie suszy. Dlaczego drzewa wysokie są narażone? Bo słup wody jest dłuższy. Często dochodzi do niedożywienia korzeni. Czynnikiem ryzyka jest też wiek drzew. Drzewostan zasadzony 100 lat temu wzrastał w zupełnie innych warunkach klimatycznych i siedliskowych, było bardziej wilgotno niż teraz. Drzewo dostosowało swoje korzenie do tych warunków wilgotnych. W szczególności dotyczy to sosny, która może rosnąć od siedlisk bagiennych do suchych, ma dużą plastyczność systemu korzeniowego do 30 roku życia, jeszcze drobne zmiany następują do 40 roku życia. Później system korzeniowy się nie zmienia. W związku z tym, stare drzewa cierpią najbardziej. Młodsze dostosowują się do zmienionych warunków siedliskowych

– tłumaczy prof. Jarosław Socha.

Z badań prowadzonych przez Jarosława Sochę oraz uczonych z Niemiec i Słowenii wynika, że problem śmiertelności lasów będzie się nasilał.

- Mediana wieku lasów w Europie spadnie do 30 lat. Wyobrażamy to sobie? Oznacza to, że większość lasów umrze, rozpadnie się

– twierdzi profesor.

Plagą jest jemioła

W Polsce pokłosiem zmian klimatycznych jest kornik ostrozębny, owad, który jest przekleństwem leśników. Ponadto jemioła, na którą odporne są tylko dwa gatunki liściaste – dęby i buki.

- Ze względu na duże okresy suszy oraz intensywnych opadów, kiedy woda szybko spływa, stare drzewa, bo te są głównie narażone, nie są w stanie w tak krótkim czasie dostosować swoich systemów korzeniowych do zaistniałej sytuacji. Jemioła, jak już wyrośnie, korzysta z zasobów wodnych drzewa, czyli wyciąga wodę, której nie pobiera drzewo i cały czas negatywnie wpływa na drzewo. Kiedyś ciekawostką było to, że występuje na sośnie czy jodle. Teraz to już jest plaga. Zainfekowanie sosen i jodeł jest już na taką skalę, że około 30 procent drzew jest z jemiołą

– mówi dr hab. Roman Wójcik, dyrektor Instytutu Nauk Leśnych Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Zwalczanie jemioły jest bardzo trudne, bo rośnie na wierzchołkach, wysoko na ponad 20 metrach, a zastosowanie metod chemicznych i biologicznych jest niemożliwe ze względów środowiskowych.

- Gdyby jemioła rosła niżej, byłoby łatwiej, bo można zachęcić ludzi, żeby zrywali i zgodnie z tradycją całowali się pod jemiołą

– żartuje Roman Wójcik.

Jemiołę roznoszą ptaki. -

Zmiany klimatu spowodowały, że gatunki, które najbardziej roznoszą jemiołę, czyli drozdowate, które kiedyś na zimę przenosiły się na południe Europy, już tego nie robią, zostają w Polsce. Do tego przylatują kwiczoły i paszkoty z północy. Odżywiają się głównie jemiołą i w zimie przenoszą na kolejne drzewa

– dodał naukowiec z SGGW.

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Zielony (nie)ład wokół polskich lasów. Niepokoje naukowców i leśników - Nowiny

Wróć na sanok.naszemiasto.pl Nasze Miasto